Święty Mikołaj w Archutowskim



6 grudnia Kościół katolicki obchodzi wspomnienie świętego Mikołaja. Nasza szkoła, jako że jest szkołą katolicką, kładzie duży nacisk na to, aby nie identyfikować tej postaci z posiwiałym dziadkiem reklamującym chyba najbardziej popularny napój na świecie. Otóż święty Mikołaj był biskupem Miry (dzisiejsza Turcja). Wsławił się bardzo pobożnym życiem, a z legend, które otaczają jego postać, wynika, że był wzorem dobroci i troski o bliźnich, człowiekiem pełnym miłosierdzia. Jest też patronem dzieci.



Tego dnia – jak co roku – mieliśmy przyjemność gościć w Archutowskim nikogo innego jak Świętego Mikołaja! Ku naszemu zaskoczeniu, zamiast obdarować nas prezentami, których spodziewaliśmy się, święty biskup otworzył swój worek w celu zbierania podarunków Laughing, aby móc je później przekazać najbardziej potrzebującym, bo jak mówił: „Kto obdarowuje innych, ten sam otrzymuje podwójnie”. W ten sposób włączyliśmy się w organizowaną na terenie naszych szkół Akcję Miś.



Zachęcamy również do zapoznania się z fragmentami legendy o życiu Świętego Mikołaja Jakuba de Vorgine'a Laughing:


Mikołaj, obywatel miasta Patery, był synem bogatych i świątobliwych rodziców. Ojciec jego nazywał się Epifanes, matka zaś Joanna. Zrodziwszy go w pierwszej wiośnie swej młodości, rodzice jego wiedli następnie życie wstrzemięźliwe, jakby nie w małżeńskim stanie. On zaś, gdy kąpano go w pierwszym dniu jego życia, stanął wyprostowany w wanience, a nadto w środy i w piątki raz tylko dziennie ssał pierś. Gdy podrósł, unikał swawoli swoich rówieśników, uczęszczając raczej gorliwie do kościołów, a tam, co tylko mógł zrozumieć z Pisma Świętego, zachowywał starannie w pamięci.


Po śmierci rodziców począł zastanawiać się, w jaki sposób użyć swoich wielkich bogactw nie dla sławy wśród ludzi, lecz dla chwały Bożej. Wtedy to pewien jego sąsiad, człowiek dość dobrego rodu, zmuszony był z biedy trzy swoje niezamężne córki wysłać na ulicę, aby w ten sposób móc żyć za cenę ich hańby. Gdy święty dowiedział się o tym, wzdrygnął się na myśl o takiej i zawinąwszy w chustę bryłę złota, wrzucił ją w nocy potajemnie przez okno do jego domu i równie potajemnie odszedł. Rano zaś, człowiek ów wstając, znalazł bryłę złota i złożywszy Bogu dzięki, wyprawił za nią wesele swej najstarszej córce. W niedługi czas później sługa Boży ponowił swój czyn. I znowu ów sąsiad znalazłszy złoto, całym sercem chwalił Boga, ale na przyszłość postanowił czuwać, aby dowiedzieć się, kim jest ten, który przychodzi mu z pomocą w jego nędzy. Gdy więc w kilka dni później podwójna bryła złota wpadła do jego domu, zbudził się na dźwięk przez to wywołany i pobiegł za uciekającym Mikołajem ze słowami: Zatrzymaj się i nie znikaj z mych oczu! To mówiąc, dogonił uciekającego, a poznawszy w nim Mikołaja, od razu rzucił się na ziemię i chciał całować jego nogi, ale on nie dopuścił do tego i zażądał odeń, aby za jego życia nie rozgłaszał, co między nimi zaszło. [...]


Pewnego razu cały kraj świętego Mikołaja nawiedził tak wielki głód, że wszystkim już brakowało żywności. Mąż Boży tedy usłyszawszy, że do portu przybyły statki naładowane pszenicą, udał się tam natychmiast i prosił żeglarzy, aby ratowali ludzi zagrożonych głodem, oddając im przynajmniej po trzy korce pszenicy z każdego okrętu. Lecz żeglarze powiedzieli: Nie mamy odwagi uczynić tego, ojcze, ponieważ musimy oddać do spichlerzy cesarskich tyle zboża, ile odmierzono nam w Aleksandrii. Na to święty: Uczyńcie teraz to, o co was proszę, a ja wam obiecuję w imię Boże, że nie będziecie mieli żadnego uszczerbku w waszym zbożu, oddając je poborcy cesarskiemu. Tak też uczynili, a gdy rzeczywiście oddali sługom cesarskim tę samą ilość zboża, jaką otrzymali w Aleksandrii, rozgłosili cud i wielce chwalili Boga w osobie Jego sługi. Owo zboże zaś mąż Boży rozdzielił wedle potrzeb każdego i to w tak cudowny sposób, że wystarczyło nie tylko na żywność w ciągu dwu lat, lecz ponadto jeszcze i na zasiewy. [...]


Skoro Bóg zapragnął powołać go do siebie, prosił św. Mikołaj Pana, aby przysłał poń swoich aniołów; a ujrzawszy nadchodzących, pochylił głowę i odmówiwszy psalm W Tobie, Boże, położyłem nadzieję aż do słów w ręce Twoje, oddał duszę Bogu w roku 343, a śmierci jego towarzyszyła niebiańska muzyka. Pochowany został w marmurowym grobowcu; u głowy jego wytrysło źródło oliwy, a u stóp źródło wody i do dziś z członków jego wydobywa się święty olej, który już wielu uzdrowił. Następcą jego został pewien zacny mąż, którego jednak wrogowie wygnali z jego stolicy. Otóż gdy go wypędzono, olej przestał płynąć, ale wytrysnął natychmiast, skoro powrócił do swej stolicy. [...]