Rejs po niebezpiecznych wodach Oceanu Matury - Studniówka A.D. 2012


Studniówka jest dniem, w którym wszyscy na moment zapominamy o nieubłaganie zbliżającej się maturze i dajemy się porwać rytmom zarówno poloneza i walca, jak również rock and rolla i wszelkiej innej muzyki. Świętujemy wyjątkowy moment dla każdego maturzysty, bo niewątpliwie coś się powoli kończy…


NO! Ale dosyć tej nostalgii! Bo ta nijak nie pasuje do atmosfery balu. Studniówka 2012 miała miejsce 11 lutego, zatem równo na 82 dni przed egzaminami maturalnymi najcudowniejszego i najzdolniejszego rocznika 1993. Tematem przewodnim tegorocznego balu był rejs morski, zatem, przy niemałym wysiłku fizycznym i psychicznym uczniów i nauczycieli, korytarz szkolny został przyozdobiony dekoracjami żeglarskimi. Furorę zrobił ks. Maciej Wygnański, który przebrany za bosmana, zadziwiająco dobrze odnajdował się w tej roli.


Zaczęliśmy z tak zwanego „wysokiego C”, gdyż tą wyjątkową noc rozpoczęliśmy Mszą Świętą, którą celebrowało czterech prezbiterów: ks. Robert Wyszomirski (ks. Robert przyjmował nas trzy lata temu do Archutowskiego) ks. Sylwester Jeż (dyrektor szkoły w roku szkolnym 2010/2011), ks. Bogusław Jankowski (dyrektor zaprzyjaźnionego ze szkołą Domu Rekolekcyjno-Formacyjnego) oraz ks. Antonio Panaro (prefekt warszawskiego seminarium Redemptoris Mater).



Oficjalną część studniówki rozpoczął tradycyjnie polonez, który odtańczony w iście mistrzowski sposób przez tegoroczne maturzystki i maturzystów, budził podziw zaproszonych gości oraz naszych rodziców. Po pierwszym tańcu wszyscy zostali zaproszeni do odtańczenia walca. Niektórzy przystali do tego nieco nieświadomie, nie kryjąc później swojego zaskoczenia, jakże miłego oczywiście! Pary były losowe, zatem w sercach maturzystów i maturzystek pojawił się znany dreszczyk emocji, czy to właśnie im przyjdzie tańczyć z wychowawczynią, dyrektorem a może własnym rodzicem? Nie wszystkim się upiekło, ale w gruncie rzeczy każdy był zadowolony z tej niespodzianki pana wodzireja, który tym sposobem rozpoczął zabawę, jak się później okazało, do białego rana. Aby nieco rozluźnić atmosferę, maturzyści zatańczyli poloneza raz jeszcze i proszę uwierzyć, zrobili to jeszcze lepiej! Tym razem tradycyjnego poloneza trzymał się tylko układ taneczny, gdyż odtańczony został do muzyki ze słynnego filmu „Ghostbusters”. Później nastąpił czas na tradycyjne zdjęcia. Maturzyści z rodzicami, z nauczycielami, z nauczycielami i rodzicami, rodzice z nauczycielami… Ach! Jakich to tam kombinacji nie było! Ale cóż, zdjęcia musza być, żeby można było później powspominać, pośmiać się, a może nawet wzruszyć?



Następnie pożegnaliśmy rodziców, natomiast nauczyciele, goście i sami maturzyści zostali zaproszeni do zajęcia swych miejsc przy stołach. W trakcie uroczystej kolacji wszyscy mieli okazję swobodnie porozmawiać, podziwiać wystrój i posłuchać szant, które stanowiły integralną część naszej studniówkowej zabawy. Później nastąpiły nieuniknione tańce, zatem zabawa rozgorzała na dobre. Co prawda trzeba przyznać, że momentami parkiet był pusty, jednakże co poniektórzy nie dopuścili, aby taki stan rzeczy utrzymywał się dalej i postanowili pociągnąć do tańca jak najwięcej osób. Chyba najlepiej udawało się to naszym wychowawczyniom, Pani Małgorzacie Dąbruś i Pani Aleksandrze Frej, które skonstruowały popularnego węża i zapędziły do niego większość zgromadzonych na studniówce.



Północ była czasem, w którym rąbka swej artystycznej duszy odkryła część maturzystek i maturzystów, odgrywając przygotowany przez siebie kabaret. Przeniesienie nauczycieli na zagubiony na falach morza statek, okazało się niegłupim pomysłem, gdyż reakcja publiczności była dość żywa i pozytywna. Ale jakże mogło być inaczej w przypadku tak iście gwiazdorskiej obsady, jaką stanowili:

- Agnieszka Borowiecka (p. Anna Piasecka),

- Bogumił Wasiewicz (p. Artur Fijałkowski),

- Dominik Buczek (p. Zbigniew Pawłowski),

- Milena Wielgo (p. Agnieszka Dworak),

- Szymon Matysiak (p. Waldemar Wojtowicz),

- Aleksandra Mikłaszewicz (p. Aleksandra Frej),

- Wojciech Sulimierski (p. Piotr Oleńczak),

- Kinga Łukasik (p. Małgorzata Dąbruś),

- Wilhelm Bożenda (p. Krzysztof Śliwiński), 

- Emil Trzaskowski (p. Tomasz Kowalczyk i biedny skrzypek – proszę nie doszukiwać się żadnych aluzji!), 

- Bartosz Makulski (p. Wiesław). 


Zatem jak na dłoni widać, że to przedstawienie było skazane na powodzenie. Ale dość tych skromności. Na zakończenie „części artystycznej” aktorzy zaśpiewali szanty na melodię „Morskich opowieści”, jednakże z tekstem nawiązującym do życia szkolnego. 



Po północy wszystkim pozostał już tylko taniec do upadłego. I tak parkiet zapełnił się na nowo. Około godziny 1:30 duch zabawy podupadł, ale bal w żadnym wypadku się nie skończył. Gdy na sali się przerzedziło, studniówka przeżyła prawdziwy renesans i odrodziła się na nowo. Na parkiecie zostali już tylko najwytrwalsi tancerze. Ci jednak nie odpuścili do samego końca, dając się ponieść rytmom klasyków w wykonaniu Boney M. czy też Modern Talking, jakrównież muzyki nieco bardziej nowoczesnej. Nogi odmawiały posłuszeństwa, ale to w niczym nie przeszkadzało. Studniówka bowiem jest jedna!



I tak zabawa trwała do 5:00 nad ranem, kiedy słońce ukazywało się już na niebie. Nie pozostało nic innego, jak udać się do swoich domów i dać swym organizmom czas na regenerację po tej upojniej nocy. Jednakże nie był to koniec „atrakcji”. Jak się okazało, nie wszystkie samochody wytrzymały arktyczne warunki panujące tej nocy na dworze i odmawiały posłuszeństwa w chwili, gdy wszystkim marzyło się już ciepłe łóżko i sen. Ale i takie rzeczy nam niestraszne. Z niezastąpioną pomocą małżonka Pani Małgorzaty Dąbruś wszyscy mogli spokojnie wyruszyć do swych domów. 


Zatem Studniówka rocznika ‘93 przeszła do historii. Na pewno na trwałe, gdyż już słychać głosy typu: „Ale było super” czy też „Powtórzmy to!”. Ale nie byłoby tego wszystkiego, gdyby nie poszczególne osoby, które włożyły niemało trudu w to, aby bal ten w ogóle się odbył. Szczególne podziękowania należą się naszym niezastąpionym wychowawczyniom, Pani Małgorzacie Dąbruś oraz Pani Aleksandrze Frej, bez których trudno sobie wyobrazić przygotowanie tej studniówki. Niezmierną wdzięczność jesteśmy również winni Pani Aleksandrze Łazudze, która towarzyszyła nam zawsze podczas prób poloneza, jak również przy organizacji balu. Dziękujemy także Panu Dyrektorowi Tomaszowi Kowalczykowi, który udostępnił nam po raz kolejny szkolny korytarz, aby to właśnie na nim odbyła się studniówka. Serdeczne dzięki kierujemy również do grupy rodziców, która była zaangażowana w organizację naszego balu. Jesteśmy winni wdzięczność także agencji żeglarskiej Waypoint za udostępnienie przedmiotów żeglarskich, uświetniających dekorację studniówkową oraz sklepowi Praktiker za wypożyczenie materiałów, które mogliśmy wykorzystać, aby przyozdobić ściany naszej szkoły.



Dziękujemy wszystkim przybyłym gościom za ich obecność. Mamy nadzieję, że wszyscy bawili się wyśmienicie. Niestety niemożliwym jest powiedzieć – „Do następnego razu!” – gdyż tego zapewne nie będzie. 

Zatem zakończę cytatem ze wspomnianego kabaretu :

Bo życie jest jak żegluga. Żeglujesz to żeglujesz, a żyjesz, to żyjesz… No nie?




Bogumił Wasiewicz, kl. III A.