Śladami ks. Romana Archutowskiego - Pawiak



20 kwietnia 2016 roku klasa pierwsza liceum udała się na wycieczkę klasową. Miała ku temu dwa powody: pierwszy – poznać nie tak odległą historię naszego miasta, a drugi - ważniejszy -  zobaczyć, w jakich warunkach był więziony patron naszej szkoły - bł. ks. Roman Archutowski. Udaliśmy się na Pawiak. Jeszcze przed zwiedzaniem muzeum nasz katecheta ks. Marcin Kłosowski odprawił między celami Mszę Świętą, podczas której modliliśmy się za wszystkie ofiary Pawiaka.


Pawiak powstał według projektu Henryka Marconiego. Od roku 1863 pełnił funkcję więźnia politycznego. W czasie II wojny światowej zajęli go Niemcy. Więzili w nim nie tylko przedstawicieli politycznych i samorządowych, mógł się tam znaleźć każdy. Kiedy jeden z uczniów zapytał, ile lat miał najmłodszy więzień, przewodnik odpowiedział, że 1,5 roku. Bywało, że dzieci przychodziły tu na świat.  


W czasach okupacji w celach przeznaczonych dla 2-4 osób Niemcy przetrzymywali nawet 18 więźniów. Na Pawiaku panowały okropne warunki, uwłaczające ludzkiej godności. Myślę, że każdy kto słuchał z uwagą przewodnika, niejednokrotnie odczuwał współczucie, żal, gorycz… W jednej z sali znajdowały się listy, pamiątki, stare i zniszczone ubrania, nawet niewielka, skostniała porcja chleba, którą więźniowie otrzymywali na śniadanie. Wszystkie zachowane rzeczy utwierdzały w przekonaniu, że ta historia wydarzyła się naprawdę.


Zapadło nam w pamięć także kilka ciekawostek. Przykładowo: Jedna z więźniarek napisała piękny wiersz o krzyżu zrobionym z chleba, który dodawał jej nadziei, odwagi i otuchy. W trudnym dla niej czasie nie zapomniała o Bogu. Dała chrześcijanom niezwykłe świadectwo wiary.  Kolejny przykład: Więźniowie robili szachy z niewielkiej porcji chleba. Białe pionki barwili proszkiem do zębów a czarne węglem leczniczym. Jeden z niemieckich strażników widząc to zażądał, aby zrobili mu jeden zestaw do gry. Szkop dowiadując się z czego są zrobione, przyniósł im sporawy worek nieco czerstwego i popleśniałego pieczywa (zgodnie z ich zamówieniem). Oczywiście więźniowie skłamali co do ilości potrzebnej do wykonania szachów. Dla osadzonych liczyła się każda okazja do zdobycia większej ilości jedzenia. Na pionki przeznaczyli niewiele z otrzymanych bochenków, resztą zaspokoili potrzeby swoje i kolegów z sąsiednich cel…


Długie zwiedzanie niektórych wyczerpało doszczętnie, ale myślę, że warto było poświęcić na Pawiaku kilka godzin. Dzięki temu każdy poszerzył swoją wiedzę historyczną i mógł poczuć w sobie ducha patriotyzmu. Warto odwiedzać to miejsce przy okazji organizowanych w nim konferencji, koncertów, czy zbliżającej się nocy muzeów. Ja z pewnością jeszcze nie raz się tu wybiorę. Mam nadzieję, że przy następnej wizycie odkryję coś równie ciekawego.



Tekst: Małgorzata Łuczak, kl. I

Zdjęcia: Mateusz Gutman, kl. I