Studniówka, czyli rozstania nadszedł czas



Studniówka zaczęła się o godzinie 19.00 dnia 21 stycznia roku Pańskiego 2017. Rozpoczęliśmy ją od Mszy Świętej, którą celebrowali: ks. Sylwester Jeż, ks. Bogusław Jankowski i ks. Pedro Guzman, który wygłosił homilię. Na Mszy obecni byli uczniowie z rodzicami i osobami towarzyszącymi oraz zaproszeni goście. Po błogosławieństwie wszyscy udaliśmy się do budynku szkoły, na główny korytarz, na którym rozdany został szampan i wygłoszono przemówienia.

Jako pierwszy przemówił jeden z maturzystów, który przywitał wszystkich zebranych gości, opowiedział żart i dodał parę słów podsumowujących czas spędzony w liceum. Następnie o głos poproszony został Pan dyrektor Tomasz Kowalczyk, który powiedział sporo ciepłych słów i wzniósł toast. Następnie były podziękowania dla pani profesor Aleksandry Łazugi za naukę poloneza, zszargane podczas prób nerwy i pomoc przy dekorowaniu szkoły oraz dla wychowawcy maturzystów pana profesora Łukasza Chojnowskiego za poświęcenie czasu w przygotowaniu studniówki, pomoc przy znalezieniu i kupieniu materiałów oraz w robieniu dekoracji. Na koniec wychowawca klasy maturalnej zaprosił wszystkich na poloneza, ponieważ czym byłaby studniówka bez niego?



Rzędy ustawione, widownia stoi bez słowa, a w tle rozbrzmiewają pierwsze takty... zaczęło się. Polonez trwa prawie 8 minut, a podczas tańca wykonywane są różne figury, jak tunel czy harmonijka. Zarówno każdy uczeń, jak i jego osoba towarzysząca podchodzą do układu profesjonalnie, z powagą i w nadziei, że niczego nie zepsują. Każda z par prezentuje się świetnie pod względem wyglądu, jak i tańca, aż ciężko oczy oderwać. Kobiety pokazują mężczyznom, gdzie jest ich miejsce i rzucają ich na kolana (a konkretnie na jedno), a oni nie zostają im obojętni i owijają je wokół palca (albo przynajmniej tak myślą). Następnie znużeni swoimi partnerami tancerze robią młynek, przy którym zmieniają partnerów, szukając tego najbardziej odpowiedniego. Roszada zostaje powtórzona, ale ostatecznie tancerze powracają do swoich partnerów i partnerek, ponieważ cudze chwalą, ale swoje znają lepiej. Na koniec każda z par staje twarzą w twarz z największym stresem wieczoru (z rodzicami i gronem nauczycieli). Każda z par wychodzi z tej wzrokowej opresji z godnością, a kobiety na zakończenie otrzymują od swych mężczyzn różę, która była z klasą tak, jak tancerki.  Całość kończą gromkie brawa i gratulacje ze strony widowni.



Po polonezie nadszedł czas na wspólne zdjęcia. Klasowe, z partnerką lub partnerem, z koleżanką lub kolegą, z wychowawcą klasy, wychowawcą internatu, dyrektorem, rodzicem, bratem, siostrą, księdzem, a nawet samemu. Panie ustawiły się z gracją, a Panowie zmężnieli na czas niekończących się sesji zdjęciowych. Nie zabrakło zdjęć z humorem - Panie pokazały swoje podwiązki, a Panowie mięśnie (a przynajmniej tak im się wydawało).



Po zakończonych zdjęciach rodzice i goście pożegnali się z maturzystami i nauczycielami i wspólnie udali się ku wyjściu, a uczniowie i nauczyciele zostali zaproszeni do stołów. Pierwszym daniem, które wjechało na stół okazało się gnocchi ze świeżo startym parmezanem, ponieważ motywem przewodnim studniówki był karnawał w Wenecji.



Po zakończonym pierwszym daniu wszyscy ruszyliśmy na parkiet, na którym odbyły się pierwsze hulańce przy muzyce, którą operował DJ. Pojawiły się pierwsze piruety, uniesienia, odbijanki, a również pierwsze upadki. Scena taneczna była prawdziwym pobojowiskiem. Z jednej strony dominowali nauczyciele, z drugiej uczniowie, czasem byli tylko nauczyciele, a czasem tylko uczniowie. Widać było dobre przygotowanie taktyczne z obu stron, ponieważ powstawały "węże" zwane również "wężykami", które zajmowały nie tylko parkiet, ale również "jadalnię". Ostateczna bitwa rozegrała się podczas piosenek "Ona tańczy dla mnie", którą wybrali nauczyciele oraz "Błogosławieni miłosierni remix" wybranej przez uczniów. Ostatecznie był remis.



W przerwach od tańców był czas na drugie danie, którym był żurek staropolski. Czas na jedzenie nie mógł być spokojny. Nie zabrakło rozmaitych żartów, anegdotek jak i plotek, ploteczek. Po zakończonym posiłku część brała różnorakie słodkości, owoce, inni wybrali się na parkiet, a jeszcze inni udali się do "kącika miłosnego", w którym można było odpocząć i porozmawiać ze swoją partnerką lub partnerem wśród gąszczu roślin.

Imprezę zakończyliśmy dnia następnego, czyli w niedzielę 22 stycznia o godzinie 5.30. Najtwardsi tancerze wyszli zmęczeni, spoceni, zziajani, ale szczęśliwi, że tak dobrze spędzili czas w tak doborowym towarzystwie. Smutni mogli być jedynie nieszczęśnicy, którzy musieli stawić się na sprzątanie o godzinie 15.00, ale nikt nie zwracał na to uwagi.



Historia ostatniej wspólnej imprezy maturzystów spisana przez jednego z nich.