"Legiony"



W październiku br. uczniowie klas 1d, 1f, 2a, 3b i 3c obejrzeli jedno z najnowszych dzieł polskiej kinematografii wojennej- film „Legiony” w reżyserii Dariusza  Gajewskiego. Tematem są- jak nietrudno zgadnąć, patrząc na tytuł- dzieje Legionów Józefa Piłsudskiego na początku pierwszej wojny światowej, a ściślej mówiąc- losy polskich żołnierzy w walce o niepodległość przeciwko bolszewickiej Rosji.
Reżyserem filmu jest Dariusz Gajewski, autor filmów takich, jak: „Obce niebo”, „Warszawa”.


Motyw przewodni filmu skupia się wokół postaci dezertera z armii carskiej, Józefa ( Sebastian Fabijański), uratowanego przez polskich legionistów i wcielonego w ich szeregi. Oprócz oczywistego wątku wojennego, przez akcję przesuwa się także wątek miłosny, w który zaangażowane są, poza wspomnianym bohaterem, dwie inne, główne postacie: żołnierz Tadek (Bartosz Gelner) i zaręczona z nim Ola (Wiktoria Wolańska), towarzyszącą walczącym oddziałom. Józef, początkowo niechętnie patrzący na żołnierzy, z czasem siłą rzeczy przywiązuje się do nich i znajduje w ich oczach szacunek, dzielnie walcząc w bitwach i potyczkach, otrzymawszy pseudonim „Wieża” . Po rzekomej śmierci Tadka na froncie rodzi się między nim a Olą uczucie, które jednak skazane zostaje na niepowodzenie, gdy okazuje się, że Tadek żyje i powraca do swej narzeczonej. Widać więc , że scenarzyści zadbali o utrzymanie niemal całej akcji filmu w napięciu, nie wiążąc dramatyzmu wyłącznie ze scenami typowo wojennymi. Gra aktorska nie pociąga w mojej ocenie wielu krytycznych uwag.


Wśród aktorów na wyróżnienie zasługuje Mirosław Baka, odtwórca postaci Stanisława Kaszubskiego, w przypadku którego widać powagę i pewną poruszającą realność uczuć przelewanych w sposób wyważony na ekran.  Niektórzy uważają postawę Sebastiana Fabijańskiego za zbyt pasywną i jednostajną; ja jednak nie do końca podzielam tę opinię, biorąc pod uwagę, jaką postać przyszło mu odgrywać. Józek miał być przecież z założenia człowiekiem wycofanym, słabo wykształconym, nieodczuwającym raczej głębokiej więzi z legionistami, pragnącym przede wszystkim dostać się do swej upragnionej Łodzi. Uważam więc, zważywszy także na możliwości innych aktorów z jego pokolenia, że w roli tej wypadł wcale nieprzeciętnie. Zupełnie przyzwoicie, jak na filmowy debiut, prezentowała się również Wiktoria Wolańska, w której grze i wyglądzie dostrzec można było wiele cech pozwalających łatwo kojarzyć ją z młodą kobietą na  początku XX wieku. Na osobną uwagę zasługują trzymające w napięciu, niezwykle kunsztownie i starannie skonstruowane sceny bojowe, którym poświęcona jest znaczna część projekcji. Szczególnie efektownie prezentuje się scena szarży polskich ułanów pod Rokitną. Wysoce dynamiczny przebieg, realizm, biegłe wykorzystanie zaawansowanych efektów pirotechnicznych, starannie dopracowane detale- to cechy pozwalające uważać sceny batalistyczne w „Legionach” za jedne z najlepszych, jeśli nie najlepsze w historii polskiego kina. Warto także docenić muzykę autorstwa Łukasza Pieprzyka, która w wielu momentach w udany sposób potęguje dramatyzm, w szczególności w scenach związanych z walkami frontowymi. Żeby jednak nie zrobiło się nazbyt przyjemnie, należałoby też odnotować kilka nieco mniej udanych elementów. Po pierwsze należałoby zwrócić uwagę na słabo związane ze sobą i nieco chaotycznie  postępujące, niedomówione kwestie. Nieco dziwne wydaje się chociażby umiejscowienie pomniejszego wątku miłosnego na początku filmu, który bardzo szybko zostaje ucięty i nie ma żadnego znaczenia dla dalszych zdarzeń. Niezrozumiałe mogą okazać się również nagłe przeskoki scen, nie dające oglądającemu podpowiedzi, co wydarzyło się w międzyczasie, będące pewnymi „skrótami myślowymi” w narracji filmu. Nie bardzo wiadomo na przykład, co dokładnie wydarzyło się z Józkiem po śmierci Stanisława Kaszubskiego, w jaki sposób i po jakim czasie zdołał on powrócić na linię frontu.


Próbując najtrafniej podsumować moje wrażenia, powiedziałbym, że dopatrzyłem się w filmie więcej pozytywnych niż negatywnych stron. Szczególnie mocno przypadło mi do gustu obudowanie całej akcji wokół jednej postaci, której losy zdają się wybijać na pierwszy plan przez dominującą część filmu, jak również sama jej kreacja. Józef Wieża jest bowiem postacią niebanalną, o której widz nie dowiaduje się najwięcej szczegółów, co zachęcać może do prób głębszej interpretacji wewnętrznego charakteru tej postaci. Trudne chwile, które przechodzi- począwszy od drwin ze strony żołnierzy, przez śmierć przyjaciela,  aż do nieszczęśliwego romansu, pozwalają mi myśleć o nim jako o bohaterze tragicznym, który, nie znalazłszy szczęścia, z pokorą znosi przeciwności losu, nigdy się nie poddając i nie tracąc sensu życia. Najpiękniejszą sceną była dla mnie ta, pokazująca ostateczną odmowę Kaszubskiego i wyparcie się wstąpienia do armii rosyjskiej, w efekcie czego został on zamordowany na oczach Józefa. W istocie jest ona ekranizacją prawdziwego wydarzenia, co tym bardziej uwypukla niezwykłe bohaterstwo i patriotyzm Polaków, ale też w sposób wzruszający ukazuje, jak szybko w warunkach tragicznych powstaje braterska więź między tak niedługo znającymi się żołnierzami. Aby więc najdosadniej wyrazić moją subiektywną ocenę, pokusiłbym się nawet o nazwanie dzieła najlepszym-  pomijając niektóre produkcje serialowe z lat siedemdziesiątych- filmem wojennym, jaki miałem okazję w całości obejrzeć. Zdecydowanie zatem poleciłbym go każdemu, bez względu na poziom wiedzy czysto historycznej.


Tekst: Gabriel Drążek, kl. IIIb